Kardynałowi Martiniemu przyklejono etykietkę kościelnego „liberała”. To prawda, że w wielu wypowiedziach wyczuwało się różnicę w porównaniu z Benedyktem XVI. Inaczej stawiał pewne akcenty, uważał, że potrzebujemy nowego soboru. Ale tylko wrogowie Kościoła albo ignoranci mogą widzieć go jako  kogoś, kto był w opozycji do papieża. W Kościele jest przecież miejsce na rozmowę, na różnicę zdań. Jan Paweł, Benedykt i Martini – to trzy niezwykłe osobowości Kościoła naszych czasów. Filozof, teolog i biblista – wszyscy trzej to genialni uczeni z talentem duszpasterskim, wszyscy walczący o piękno Kościoła (ks. Tomasz Jaklewicz, zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego” )

Ratzinger i Martini równolegle odegrali pierwszoplanową rolę podczas całego pontyfikatu Jana Pawła II. Rolę odmienną, ale też przyjacielską i zrównoważoną, na którą wielokrotnie zwracał uwagę sam Jan Paweł II, który z okazji 25-lecia swego pontyfikatu – w 2003 roku – podarował przybyłym do Rzymu kardynałom tom biblijny kardynała Martiniego ze wstępem kardynała Ratzingera (Luigi Accattoli, watykanista)

Był wielkim mężem Kościoła, wielkim przewodnikiem duchowym dla nas wszystkich, także dla tych, którzy nie posiadają daru wiary. Uczył żywić nadzieję, dał nadzieję, odpowiadał wszystkim, którzy zwracali się do niego jak do ojca. Umiał odpowiedzieć każdemu. Nauczyciel, który potrafił przemawiając do wszystkich, także i nade wszystko do tych, którzy nie posiadają wiary (Ferrucio De Bortoli, redaktor naczelny „Corriere Della Sera”)